Jacek Rokosa: Praca z seniorami, to dla mnie nowość, ale robię swoje
I Zespół | 5 lutego 2018

Nie trzeba się tu jakoś specjalnie starać i mobilizować zawodników, bo oni po prostu wiedzą po co przychodzą na treningi - mówi o pierwszych tygodniach pracy w Skrze Jacek Rokosa asystent trenera do spraw przygotowania motorycznego i fizycznego. 

Od ilu lat jest pan w Skrze?

- Parę lat by się uzbierało, nawet tego nie liczyłem. Najpierw grałem tu w IV lidze, a potem praca z młodzieżą. Od roku zajmuje się przygotowaniem motorycznym we wszystkich młodszych grupach, pracuję też w SMS-ie Nobilito, od niedawna zajmuję się także przygotowywaniem bramkarzy, no i od dwóch tygodni dołączyłem do sztabu pierwszej drużyny.

Cała Wasza czwórka ze sztabu pierwszej drużyny wcześnie zaczęła pracę trenerską

- Już jako zawodnik wiedziałem, że chcę to robić, podpatrywałem trenerów, czytałem. Mając 19-20 lat zajmowałem się w Zniczu Kłobuck juniorami, ale można powiedzieć, że to była bardziej zabawa niż poważna praca. Jako zawodnik grałem w Kłobucku,Szczekowiance, jeden sezon w Rakowie, no i w Skrze. Trochę doświadczeń udało się zebrać, wiem jak wygląda szatnia, jak smakuje zwycięstwo i porażka. To się na pewno przydaje w pracy szkoleniowej.

Skra to nie jest więc dla pana nowość?

- Nie, ale jeśli chodzi o seniorów, to do tej pory pracowałem tylko z bramkarzami i niektórymi zawodnikami indywidualnie, ale to były raczej epizody. Teraz będę miał okazję ich lepiej poznać, ale już widzę, że to bardzo fajna, zżyta ze sobą grupa, która chce się doskonalić, która z każdego treningu stara się „wycisnąć” ile się tylko da. Dla mnie to pod wieloma względami jest nowość, ale twardo stąpam po ziemi, robię swoje najlepiej jak potrafię i tyle.

Nie jest pan pierwszym, który mówi, że to ambitna grupa. Nie trzeba nikogo zachęcać, mobilizować do ciężkiej pracy?

- To jest tak, że przy ciężkiej pracy niemal każdy chce trochę odpocząć i odpuścić. To jest wręcz normalne i taka jest rola trenera, żeby mobilizować, pomagać. Szczególnie w tym okresie przygotowawczym trener musi pilnować i wiedzieć jaka praca została wykonana. Natomiast rzeczywiście, nie trzeba się tu jakoś specjalnie starać i ich mobilizować, bo oni po prostu wiedzą po co przychodzą na trening.

To jest fantastyczna sprawa, bo mam porównanie z grupami młodzieżowymi, gdzie często się zdarza, że chłopcy  nie do końca są świadomi po co są na treningu, trener musi cały czas nad nimi stać, podpowiadać, motywować, pilnować. To nie jest najprzyjemniejsza część pracy, a budowanie tej świadomości u tych młodych zawodników jest bardzo trudne. W  pierwszym zespole to są tylko krótkie rozmowy, komunikaty i wiedzą co mają robić.

Skąd ta specjalizacja trenera przygotowania motorycznego, bo ma pan przecież licencję UEFA A?

- Powiedzmy, że ja dopiero zaczynam się specjalizować. Jeszcze rok temu starałem się łączyć te dwie pasje. Chciałem być samodzielnym trenerem - dlatego UEFA A, ale doszedłem do wniosku, że w Polsce jest niedobór trenerów od przygotowania motorycznego specjalizujących się w piłce nożnej, mamy tutaj sporo do poprawy i zdecydowałem się iść tylko w tym kierunku. Stąd od roku kolejne kursy, szkolenia, książki o tej tematyce - po to aby jak najwięcej dowiedzieć się na temat przygotowania motorycznego, głównie pod kątem siłowym, bo od tego zaczynam.

Skra pod względem fizycznym prezentowała się w rundzie jesiennej dobrze, jest co poprawiać?

- Zawsze jest nad czym pracować. Jest duża rezerwa, szczególnie pod kątem siłowym i techniki ćwiczeń siłowych, tutaj można dużo poprawić i to może sporo zawodnikom dać – zabezpieczyć przed kontuzją, sprawić, że będą szybsi, lepsza będzie regeneracja. Jeśli chodzi o same przygotowania szybkościowo-wytrzymałościowe to pod tym względem nie będziemy nic zmieniać, nie ma takiej potrzeby skoro to co było do tej pory doskonale się sprawdza.

Dzisiaj III liga to już nie zabawa, właśnie szczególnie pod względem fizycznym trudno chyba mówić o mniejszych obciążeniach niż u piłkarzy wyższych lig?

- Tak, obciążenia są bardzo duże. Treningi są cztery razy w tygodniu, plus mecz. To może się komuś wydawać jako takie pogranicze między amatorskim i zawodowym sportem, ale trzeba pamiętać, że ci zawodnicy normalnie pracują, muszą utrzymać rodziny. I to jest moim zdaniem trudniejsze niż zawodowe granie, bo tam można się wyspać, iść na trening, dobrze zjeść, a zwykle ten obiad jest już w klubie przygotowany, jest też na miejscu masażysta, odnowa biologiczna, czasami pozostaje drugi trening i tyle. Wydaje mi się, że nasi zawodnicy chętnie by na coś takiego poszli, zamiast wstawać o piątej czy szóstej rano, iść do pracy, potem trening i rodzina.

To jest naprawdę trudno połączyć. A po stworzeniu czterech grup III ligi, ten poziom jest już wysoki, zawodnicy mają określone umiejętności, doświadczenia i zdarzają się już naprawę fajne mecze.

Jak Wam się współpracuje w tej trenerskie czwórce?

- Na razie bardzo dobrze. Wszyscy się znamy, mamy podobny wiek, podobne doświadczenia, spotykaliśmy się już wcześniej, dużo rozmawialiśmy. Sztab szkoleniowy funkcjonuje bardzo fajnie, „szatnia” też wygląda na bardzo zgraną i chyba można powiedzieć, że na razie nie ma problemów. Niektórzy nam zarzucają brak doświadczenia, ale można by się tak naprawdę zapytać co znaczy to doświadczenie.

Gwarancji sukcesu nikt nie daje, a ja uważam, że jesteśmy w optymalnym wieku, żeby podjąć się takiego wyzwania i właśnie zdobyć to doświadczenie.

Pamiętajmy, że Paweł i Jacek znają tą drużynę bardzo długo i myślę, że to naturalne, że to oni przejęli stery. Moim zdaniem sobie poradzą, ja postaram się pomóc na ile będę mógł.

Jako asystent będzie pan na wszystkich sparingach?

- Tak, choć nie na wszystkich, bo właśnie jadę na szkolenie do Gdyni i nie będą na kolejnym, tak jak mówiłem moim zadaniem jest też cały czas się uczyć, rozwijać, bo trenerzy – nawet ci najlepsi – szkolą się właściwie cały czas.

Właśnie, jeśli o sparingach mowa, to Skra spisuje się w nich znakomicie. Można powiedzieć, że podtrzymuje te rozbudzone pierwszym miejscem w tabeli nadzieje...

- Rzeczywiście, słyszymy takie pytania – czy nie za dobrze wyglądamy? My jednak wyszliśmy z założenie, że jeśli to możliwe to powinniśmy wyglądać dobrze na każdym treningu, podobnie na każdym meczu - nieważne czy to sparing czy mecz o punkty. Nie możemy się przecież tłumaczyć, że dobrze wyglądamy w sparingach. Pewnie to zmęczenie przyjdzie, bo my trenujemy naprawdę ciężko, solidnie. Planujemy już powoli schodzić z tych obciążeń i zmienić pewne rzeczy. Te obciążenia muszą być dopasowane do możliwości, a na kolejny poziom trzeba wchodzić stopień po stopniu, dalecy jesteśmy od tego, żeby rzucić zawodników na głęboką wodę i czekać: „albo przeżyje, albo nie”.

Nasi piłkarze będą korzystać z tych nowości jakie ciągle się pojawiają w sporcie, myślę o odnowie biologicznej testach, badaniach itp.?

- Właśnie mamy zaplanowane testy szybkościowe na fotokomórkach i w przyszłości chcielibyśmy wprowadzić więcej tego typu działań. Na razie jednak nie chcemy zakłócać rytmu pracy, bo przejęliśmy zespół trochę z biegu. Nie chcemy dokonywać jakiś zmian na siłę, tym bardziej, że wszystko dobrze działa, co pokazują wyniki.

Pamiętajmy, że robienie testów, wprowadzanie nowinek to nie ma być sztuka dla sztuki, tylko działania, które dadzą nam konkretne wyniki. Jeżeli już coś robić to na spokojnie, tak, żeby jak najwięcej z tego wycisnąć i mieć konkretne informacje.

...