Trener Jakub Dziółka po meczu z Pniówkiem: Najpierw radość, potem analiza
I Zespół | 10 września 2017

To, że w poprzednich meczach strzelaliśmy dużo bramek, nie znaczy, że tak będzie w każdym spotkaniu, bo każdy mecz jest inny - mówi po meczu z Pniówkiem Pawłowice Jakub Dziółka. 

Czy to był najtrudniejszy mecz z tych pięciu jaki rozegraliśmy na swoim  stadionie?

- Na pewno nie był najlepszy z naszej strony. Ale właśnie powiedziałem chłopakom, że wszystkie uwagi i zastrzeżenia przekaże im w poniedziałek. W tej chwili jest czas na chwilę radości, bo myślę, że po takich meczach też należy się cieszyć, a nie chodzić ze spuszoną głową bo w końcu kolejny raz wygraliśmy u siebie. Obyśmy tę passę podtrzymali jak najdłużej.

Słabiej zagraliśmy w II połowie

- Tak. Nie umieliśmy utrzymać piłki, ale dobrze, że nie straciliśmy bramki. Tą determinacją w defensywie uratowaliśmy to zwycięstwo, nie pozwalając przeciwnikowi na zbyt wiele. Chwała chłopakom, że podjęli walkę.

No właśnie, to nie był ładny mecz, ale można się było spodziewać z Pniówkiem tak to będzie wyglądać?

- Zgadza się. Gra się z nimi bardzo trudno, gra była szarpana, pełna fauli. Mieliśmy założenie, żeby jak najdłużej utrzymywać się przy piłce, ale Pniówek po stracie bramki tak reaguje, stawia wszystko na jedną kartę i jak się nie przejmie inicjatywy to ciężko temu przeciwdziałać. Tydzień temu w Pawłowicach Stilon wydawało się kontrolował grę, prowadził, ale w drugiej połowie dał się zepchnąć do defensywy i stracił bramkę w ostatnich minutach.

Szkoda tych sytuacji z pierwszej połowy…

- Była szanse na kolejne bramki, pewni gdybyś strzelili choć jedną gra byłaby spokojniejsza. Dzisiaj jednak to się nie udawało. To, że w poprzednich meczach strzelaliśmy dużo bramek, nie znaczy, że tak będzie w każdym spotkaniu, bo każdy mecz jest inny. Trzeba też pamiętać, że jeśli punktujemy to stajemy się takim rywalem, którego przeciwnicy chcą za wszelką cenę pokonać. Trzeba się nastawić na to, że będzie się nam grało coraz trudniej.